Był srogi Bóg Swarog – kowal,
z boskim swym młotem – piorunem.
Lecz zaszło pewne zdarzenie
co Boga wpędziło w zadumę.
I Perun z bratem Welesem
też mocno byli zdziwieni,
bo dnia pewnego, pięknego
przyszły ku nim wieści z ziemi.

W ostępach słowiańskiej puszczy,
w swej kuźni znanej wielce
dziewczyna w wianku na głowie
i żółtej słowiańskiej sukience
młot w białej swej dzierży dłoni
i metal z zawzięciem obrabia
i włócznie, i zbroje, i hełmy
dla dzielnych wojów naprawia.

Wojowi pewnemu broń piękną
dać w darze mu obiecała.
Kowadło i miech przysposobiła
i się do pracy zabrała.
I kuła rankiem, południem,
do charta swego mrugała.
Przekuła metal na ostrze
i przy robocie śpiewała.

Noc całą prawie, dzień cały
dwie dłonie w metal stukały,
a gdy się na chwilę znudziła,
to łby diablikom ścinały.
… i kuła kolejny wieczór,
aż iskry spod młota strzelały.
I niosły mgły stuku dźwięki,
a cienie na ścianach igrały.

I powstał miecz przepiękny
by światłu dodawać chwały!
By gromić potwory w puszczy!
Zachwycił się Nawii świat cały!
I jak tu jej podziękować?
Dziewczynie za „Losu Dar” dany?
Czy lepiej złotem zapłacić?
Czy może zaprosić ją w tany?

A może charcika na spacer
za dnia i wieczorem prowadzić?
Mam inny dziś pomysł szczególny
by sobie w podzięce poradzić!!
By ująć jej dłoń delikatną
pachnącą metalem i dymem.
I spojrzeć jej w oczy przyjaźnie…
…. i podziękować tym rymem!